Z Marcyporęby na "STRASZNY DWÓR" ...do Niepołomic
Treść
Dnia 18 maja 2003r. w niedzielne popołudnie Grono Pedagogiczne Szkoły Podstawowej w Marcyporębie (czynni nauczyciele i emeryci) pojechali do Niepołomic.
Tam na dziedzińcu Zamku Królewskiego zaraz poczuliśmy atmosferę starego szlacheckiego dworu. Myślami przenieśliśmy się w XVIII wiek. Dziedziniec Zamku Królewskiego w Niepołomicach stał się naturalną scenografią dla 200 osób: solistów, chórzystów, tancerzy, muzyków, czyli całego zespołu Opery Krakowskiej oraz kilkudziesięciu artystów Opery Śląskiej z Bytomia. W mieście panuje atmosfera świąteczna. Mnóstwo przyjezdnych gości, autokary, samochody. Zaś w pięknym parku obok zamku dostrzegam znanych krakowskich artystów.
Pogoda dopisuje. Godzina 18 –ta. Rozpoczyna się jakże piękne widowisko, barwne i kolorowe z ogromną rzeszą artystów. To „STRASZNY DWÓR” – Stanisława Moniuszki.
Pracę nad „Strasznym Dworem”, do którego libretto opracował zdolny literat, a zarazem aktor i reżyser, Jan Chęciński, rozpoczął Moniuszko w 1861r.. Później porzucił ją, aby pod koniec powstania styczniowego znów z całą energią do niej powrócić. Uważał widać, że po tragicznych przejściach narodu nie pora na dramaty na scenie, lecz potrzeba raczej czegoś „dla pokrzepienia serc”.
I udało się! Stworzył DZIEŁO – ucieszną komedię o perypetiach dwóch patriotów, którzy tak kochają ojczyznę i wolność, że aż nie chcą się żenić. Dziewczyny polują na chłopaków. To „Straszny Dwór”, najdoskonalsze spośród operowych dzieł Moniuszki.
Dla nas była to prawdziwa uczta ... dla ducha i ucha...
Były prawdziwe konie, ciągnące prawdziwe karety. Wjeżdżają rycerze i piękny powóz, jakim przybywa do bohaterów sztuki i na dwór miecznika Cześnikowa.
Ta lekka staroświeckość, przy równoczesnym doskonałym panowaniu nad przestrzeniom, doprowadziła, że „Straszny Dwór” ukazał się jako klejnot oprawny w stare złoto.
Świetna konstrukcja scen zespołowych, subtelna i zarazem barwna instrumentacja, przede wszystkim zaś inwencja melodyczna o wyjątkowej szlachetności i wreszcie urzekająca atmosfera polskości ( tej której nam teraz tak bardzo brakuje) osiągana nie tylko przez taneczne rytmy i intonacje zbliżone do rodzinnego folkloru.
Spektakl cudowny, orkiestra super, artyści wspaniali.I te cudowne sceny chóralne. Zaś wśród chórzystów jak zawsze błyszczała, moja ulubiona przyjaciółka i urocza artystka Opery Krakowskiej - Pani Maria Czarnecka. Swoją obecnością uświetnia każdy spektakl. Wspaniała prezencja sceniczna, talent aktorski, gracja, czar i wdzięk, to walory Pani Marii.
Wracając do domu w uszach naszych brzmiały nam zasłyszane piękne arie Stanisława Moniuszki.
Ja pisząc ten artykuł jeszcze słyszę tercet „Cichy domku modrzewiowy” kiedy to pod dach rodzinny, radośnie witani przez domowników powracają po zwycięskiej wyprawie wojennej dwaj bracia – Stefan i Zbigniew, i nieco dalej śpiew dziewcząt zebranych przy kominku – aria „Spod igiełek kwiaty rosną”.
Opera kończy się pięknie. Nikt nie płacze. Bohaterowie żyją. Miecznik błogosławi obie zakochane pary.
Na koniec muszę wspomnieć o słynnym mazurze, widoku, którego nie sposób zapomnieć. Będzie nam się śnił po nocach. Muzyka, tancerze, scenografia, ... to było to, na co czekaliśmy...
I nadeszła pora wracać do domów. Odjeżdżaliśmy z Niepołomic trochę smutni, że to już koniec, ale szczęśliwi i naładowani piękna muzyką Ojca polskiej opery narodowej.
Ja zaś nuciłem sobie prawdziwy klejnot – arie Stefana „z kurantem” z III aktu opery, godną stanąć obok najsłynniejszych tenorowych arii włoskich i francuskich.
I na kolejny „Straszny Dwór” (choć naprawdę to wcale nie taki straszny)
musimy znowu rok poczekać.
Autor: Teo