Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Znowu do Krakowskiej Opery

Treść

Grono Pedagogiczne z Marcyporęby udało się w kolejną podróż muzyczną.
Panie w wykwintnych toaletach, panom też niczego nie brakowało, wygodnym busem i z bezpiecznym kierowcą jedziemy do Krakowa.
Tym razem na premierę „Normy” V. Belliniego.
Dziś po raz pierwszy wystawiono w Krakowskiej Operze arcydzieło włoskiego belcanta. „Norma” – sport ekstremalny dla sopranów.
Przygotowywana w koprodukcji z agencją Supierz Artist Management z Holandii.
Oczywiście jak zawsze zajmujemy miejsca w I rzędzie. Czego można jeszcze więcej oczekiwać?
Opera w dwóch aktach. Premiera Polska w Warszawie w roku 1843. Dziś premiera krakowska. Akcja rozgrywa się w Galii na 50 lat p.n.e.
Nie będę streszczał treści. Tego można tylko słuchać, słuchać i oglądać.
„Norma” różni się bardzo od skomponowanej niespełna rok wcześniej „Lunatyczki”.
Jest operą w stylu wielkiej opery historycznej.
Artyści krakowscy i gościnnie występujący zaprezentowali się wspaniale. Muzyka, świetnie dobrana scenografia i choreografia – to wszystko razem jak w szwajcarskim zegarku. Doskonałe. Śpiewacy mieli dobrego partnera, jakim okazał się dyrygent Lukas Beikircher. Czujnie prowadził orkiestrę, która zagrała na poziomie dawno niesłyszanym w Krakowie, a przede wszystkim niezwykle starannie prowadził wykonawców. W naszych uszach zostały te piękne melodie, które sobie będziemy w wolnym czasie (przynajmniej ja) nucić.
Nie da się zapomnieć pięknej, zanoszonej do niebios przez Normę modlitwy o pokój (aria „Casta diva”), i wiele, wiele jeszcze innych pięknych arii i pieśni chóralnych, które się przewijały w czasie całego spektaklu.
I ten smutny finał (jak prawie we wszystkich operach), gdy oboje razem Norma i Pollio wstępują na śmiertelny stos. Ile w tej scenie doskonałości i prostoty.
Polecam, obejrzeć to arcydzieło wszystkim !
A może jeszcze inne „szkoły” będą muzycznie podróżować razem z nami?

Autor: JG